K-Avalanche

The homepage of Avalanche

Goniąc wymysł

:)

[Data oryginalnej publikacji: 2011-05-24]

Jestem na pustyni. Piasek pod moimi stopami co jakiś czas podrywa się przy podmuchu wiatru. Z góry czuć napływające gorąco, choć czasem fala ciepła uderza z boku. Rozglądam się, a później znów patrzę pod nogi. Tak naprawdę nie ma tu aż tyle piasku. Po prostu ubita ziemia w jego kolorze. Zresztą piachu też zawsze wszędzie trochę naleci, więc nie skłamałem do końca. Ale nie jestem na pustyni. Gdy patrzę przed siebie widzę wkopane niestarannie płyty chodnikowe. Zaraz za nimi zaczyna się teren porośnięty trawą, choć tuż przy chodniku większość jest wydeptana. Między mną a chodnikiem jest dużo śladów kół. Nie ma też złudzeń, że zaraz za mną stoi wielki magazyn.

Jestem na parkingu przed magazynem. Ale przez tę chwilę, gdy patrzyłem tylko pod nogi i skupiałem się na uderzających falach gorąca byłem na pustyni. Z daleka od wszystkiego. Tylko ja, piach i słońce. Zawiewający momentami wiatr tylko podjudzał tę fantazję. To był bardzo gorący dzień, a w takie dni każda aktywność na zewnątrz nie związana ze sportem wydaje się być udręką. Nic dziwnego, że zupełnie naturalnie i płynnie wyobraźnia zamienia małe poletko w wielką pustelnię z niczym, tylko piaskiem i upałem. Nie mam nadziei na ratunek, nie znajdę też wody! Woda… I tak narastające pragnienie staje się motywem napędzającym wyobraźnię. Gdy już się ockniesz i dorwiesz butelkę wody to każdy jej łyk będzie smaczniejszy niż wszystko, co do tej pory piłeś. Nie żartuję. A później, gdy ochłoniesz, patrzysz się beznamiętnie na uginające się od lekkich podmuchów wiatru gałęzie drzew. Dostrzegasz mnogość liści i prześwitujące przez odstępy między nimi światło.

A później to wspomnisz, między myślami o tym jak ułożyć sobie życie i stwierdzisz, że tak naprawdę ciężko będzie ci przebić tą leniwą chwilę na gołej ziemi w upale. Gdzie zniknęła ta fantazja? Czemu teraz wszystko widzę tak konkretnie i nie potrafię się oszukać, że zwykła wyschnięta ziemia to strategiczne miejsce wielkiej sztuki istnienia? Wszystko co przewiduję jest takie jednoznaczne i brzmiące bez żadnego fałszu. Tak pożądanego fałszu. Tylko czy nie jest tak, że fałsz kończy się zawsze na styku przeszłości z przyszłością? A przecież ten punkt zawsze idzie do przodu. Może ten piękny fałsz wkrada się niepostrzeżenie i ukazuje się mym oczom dopiero we wspomnieniach.

Mam plan. Złapię przeszłość w sieć i przeciągnę ją przed siebie, w przyszłość, co bym mógł żyć wśród tego i tym, co tak dobrze mi się wspomina. Kto mi przeszkodzi?